poniedziałek, 30 marca 2015

No i jak to jest z tą szatą? może i zdobi ale człowieka nie czyni.







Inspiracją dzisiejszego wpisu jest rozmowa jakiej byłam świadkiem  w szatni klubu fitness, w zasadzie ciężko mi ocenić rozmówczynię bo nie wiem czy bardziej mi jej żal bo to jej kompleksy powodowodują takie myślenie czy wręcz odwrotnie, mam się na nią wkórwić, że jest tak nadęta. Pewnie się już domyślacie po obrazku o czym będzie. No właśnie, znowu mowa o ocenianiu innego człowieka ale tytm razem,  nie o ocenie jego ubioru ale o  postrzeganiu jego osoby przez pryzmat ubioru. Tu znowu pojawia się pytanie  po co ktoś się podejmuje takiej oceny? Dlaczego ten ktoś myśli, że jak się ubierze inaczej ,  tu padło zdanie "nie ubieram się w sieciówkach bo co to za sztuka ubrać się w to co wszyscy?" to jest inny , wyrózniony, lepszy, no właśnie jaki...?, hmmm no może i nie jest sztuką ubranie się w sieciówkach ale co to za sztuka ubrać się wogóle, tym bardziej, że ile osób tyle gustów. Czy faktycznie chodzi o ubrania?  a może chodzi o fakt , że mając ogrom kompleksów opakowujemy się w ładne ubrania myśląc, że nikt nas nie zobaczy, takiego prawdziwego? A może mamy ich jeszcze więcej, tyle, że sami nie chcemy zobaczyć siebie prawdziwych? Może to nasza niewiara we własną wartość powoduje taki proste i smutne myślenie? Nie wiem  ale jeśli tak myślisz to mam dla Ciebie proste ćwiczenie, zdejmij z siebie wszystkie piękne ubrania, stań przed lustrem a następnie zapisz wszytkie emocje jakie pojawiły się w Twojej głowie, jeśli okazało się , że nie akceptujesz siebie to poproś o pomoc specjalistów i szybko to zmień dla siebie samego, dla własnej wolności i dla poczatku bycia prawdziwym. A jeśli jesteś tak nadęty ,że oceniasz ludzi przez pryzmat ubioru to nie megę Tobie nic poradzić bo w specjalistów pewnie i tak nie wierzysz. A całą resztę fajnych ludzi proszę aby nadal oceniali mój styl przez pryzmat ubioru i mnie samą  przez pryzmat tego jakim jestem człowiekiem.

sobota, 28 marca 2015

W dupie mam takie teksty


Takie z obrazka zamieszczonego wyżej. Nie wypada? Aha,akurat. Bo co?. A kim Wy jesteście  żeby mówić co nam wypada a co nie? Macie  jakieś specjalne prawo do tego żeby mówić innym co wypada a co nie?, może macie jakąś listę   z oznaczeniem wieku i zachowań,coś w stylu "35 lat-spacer po parku,spódnica  do połowy łydki,golf,kolory-szary,brąz,granat,sex raz w tygodniu itp."
Są tacy,którzy sami sobie dają prawo do tego aby innym mówić co  wypada ale ja Im mówię  stanowcze NIE.
Nie pozwalajcie sobie na takie gadki. To nasza sprawa co robimy,co nosimy,co lubimy. To my ponosimy   konsekwencje swoich czynów ,swoich wyborów  i To my jako jedyni mamy prawo samym sobie mówić wypada   albo bo nie. A reszta niech w dupe sobie swoje rady  w tym temacie schowa bo Ich wypadanie jest Ich a Nasze jest Nasze.

poniedziałek, 16 marca 2015

Off road! Walka i wolność w jednym wydarzeniu.
















Błoto, pot,śmiech czasem nawet łzy, tak tak, łzy też bo jak się stoi 4 godziny upierdolonym  w błocie na środku lasu,bezradnie  to najpierw jest śmiech, potem śmiech przez łzy a potem to już łzy ale kiedy z tego błota wyjedziesz i staniesz na twardym gruncie to czujesz, że latasz, kiedy wiatr dmucha gdy mkniesz polnymi drogami, czujesz wolność i to własnie te skarjne uczucia spowodowały, że tak bardzo pokochałam off road. Off road to taki stan, który nie zna granicy wieku, nie zna podziału na płeć, nie wie co to status majątkowy,religia, wykształcenie i inne takie nikt o to nikogo nie pyta, nikogo to nie interesuje, to nie jest ważne, wystarczy przyjechać na jeden rajd,żeby zobaczyć co ważne jest,  jak wszyscy jesteśmy równi, wszycy w obliczu wyzwania, tak samo spoceni,zmęczeni i uśmiechnięci.
Off road to gra fair play, tu nie zostawia się załogi konkurencji bo trzeba zdobyć lepszy czas, kolejną pieczątkę , tu jak widzisz, że ekipa potrezbuje pomocy to pomogasz, nie zastanwaisz się , nie zadajesz zbędnych pytań. ( w sumie to zawsze tylko jedno, podzczepić ci linę ? :) ).
W off roadzie można jeździć całą rodziną on nie dzieli on łaczy a przecież wciąż słyszę , że hobby zabiera partnera , może warto znaleść takie co nie. Off road taki właśnie jest , tak przekornie, nacechowany  czystością choć wszyscy jesteśmy ujebani w błocie.

wtorek, 10 marca 2015

Ladies in London


Ostani weekend był tym, który wspomina się już zawsze, do którego wraca się nieustannie bo przecież powroty do czegoś miłego są normalnością.
Kiedyś myślałam, że lejdis to  grupa przyjaciółek ale dzisiaj już wiem , że lejdis to jeszcze stan umysłu bo jak by tu inaczej ogarnąć 6 tak różnych osób, cały worek zalet ale i worek z wadami nie mniejszy :)
O lejdis należało by napisać oddzielny post i pewnie kiedyś napiszę bo lejdis zajmują sporo miejsca w moim życiu ale dzisiaj opowiem trochę o Londynie, takim Londynie dla babek co to lubią coś zobaczyć , coś spróbować i szoping ;)
Londyn jest mega przyjaznym miastem, chyba każdy turysta czuje się tam jak by był u siebie, lejdis tak się czuły co skutkowało jeszcze większą dozą śmiechu i wariactwa. Założenie było takie, że jedziemy z pustymi walizakami do taniego hotelu, tanimi liniami lotniczymi, kupujemy kilka rzeczy jedynie na przebranie i zwiedzamy, zwiedzamy, zwiedzamy zwiedzamy i do tego w przewie siadamy na kawę , jakieś fish&chips ( tutaj nadmienię , że najlepsze do zjedzenia jest w barze Poppies na Camden lub w okolicach Liverpool Station, słuszna porcja pysznej ryby z frytkami na wynos to 8,5f). Początek się zgodził z założeniami, kupiłysmy bilety w tanich liniach ( z Wrocławia do Stansted i powrotny za łaczna sumę 250 złotych od osoby ), Hotel zabookowałyśmy przez stronę (pokój ze śniadaniem za weekend 380 złotych od osoby), można sporo taniej ale nasz położony był w centrum, 100m. od metra i 50m. od ulicy z barami, restauracjami,sklepami. Po wyladowaniu w Londynie ( prawie to był Londyn)  autobusem za 6 funtów dotarłysmy do Londynu właściwego, powrotny kosztuje tyle samo. My przyjechałyśmy na Liverpool Street i jest to świetna stacja przesiadkowa ( metro, pociągi , autobusy) a dalej komunikacja zbiorową , tutaj krótko opisze jak najtaniej poruszać się po Londynie:
Na stacji metra nalezy w kasie automatycznej z napisem "oyster" zakupić kartę ( automat jest obsługiowany w języku poslkim) i doładować na nią kwotę 7,50 funta bo tyle maksymalnie będzię nas kosztowało poruszanie sie po Londynie wszystkimi liniami metra i autobusami dowolną ilość razy w ciagu doby.
Za kartę pobierana jest zwrotna kaucja w wysokości 5 funtów.
Dla porównania powiem, że klasyczna Travel card jednodniowa to koszt 12 funtów więc sporo droższa.
I tak dotarłyśmy do hotelu, zostawiłyśmy bagaże i zaczął sie pierwszy dzień zwiedzania. Zaczął od Oxford Street  (główna handlowa ulica) zwiedziłyśmy Top Shop, Next,Gap i dotarłyśmy do Primarka , i tyle eksponatów było do obejrzenia, że zeszło nam do wieczora, potem pół nocy gadałysmy o tym,że musimy jutro wrócić do zwiedzania w Primarku  bo są tam eksponaty, które należy obejrzeć raz jeszcze no a jak mus to mus to wróciłyśmy i się nam zeszło. Wieczorem zwiedziłyśmy  to co było otwarte ;) Wypiłyśmy też parę kaw i trochę ciastek zjadłyśmy plus chińczyka , trochę kanapek, piwa  i innych takich  oraz  poczyniłyśmy plany na kolejny przyjazd do Londynu bo przecież trzeba zobaczyć zabytki tego fantastycznego  miasta.

wtorek, 3 marca 2015

Matka przestraszona.

Wczoraj kolejny raz musiałam przyznać sama przed sobą, że się boję, znowu to poczułam choć myślałam, że to już za mną. Właściwie bałam się  nieustannie od kiedy urodziłam pierwszą córkę, ten swój własny strach próbowałam zagłuszać na różne sposoby, nic z tego to było we mnie i już myślałam, że pozsotanie na zawsze. Udręka dla mnie i dla córki bo system kontroli włączał się bez przerwy. Potem urodziła się druga córka strach sięgał zenitu. Bałam się o wszystko, że nie zdołam ich ochronić, że mogą cierpieć, że je stracę. Nocne budzenie się z walącym sercem, szybkim oddechem i tym gorącem wewnątrz, to straszne uczucie, przerażające, nie mogłam nie zrobić nic z dwóch powodów po pierwsze dlatego, że jestem wygodnicka i wszystkie takie historie mi uwierają a po drugie bo jestem człowiekiem czynu i wolę działać  niż się zastanawiać dlaczego tak się dzieję. Mój lęk okazał się być głębszy a jego przyczyny złożone i już tylko czasem daje mi o sobie znać, walczę o własną psychiczną wygodę. Jeśli ktoś z was czuje, że się boi niech działa, lęk nie mija on narasta, wraca jak bumerang w najmniej oczekiwanym momencie, czasem w takim, że nie ma już siły na walkę, dlatego walcz póki możesz i nie bój sie prosić o pomoc i nie bój się o tym mówić i nie wstydź się tego idź z podniesioną głową po swoje!
p.s. zdjęcie pożyczone ze strony www.pokonaj-strach.pl